Parafianie piszą…

fot. Marcin Piotr OleksaPrzystanek: Niebo 

Nasze życie jest podróżą. Nieustanną drogą, która prowadzi nas krętymi wybojami przez góry i doliny naszej codzienności. Każdy dzień, który podejmujemy z banku życia jest maleńkim etapem tej podróży, z której celu nie do końca zdajemy sobie sprawę. Przemierzamy autostrady lat, i szukając wewnętrznej harmonii i spokoju, paradoksalnie wsiadamy do najbardziej zatłoczonych autobusów i pociągów, unikając pustyni, na której zostalibyśmy sami i gdzie mielibyśmy w końcu możliwość spojrzeć na swoje życie innymi oczami, oceniając je nie według reguł narzuconych przez współczesny świat, ale zgodnie z sumieniem, które zagłuszamy. Żyjemy tak, jakby liczba naszych dni była nieograniczona, i jakby życie tutaj miało się nie skończyć. Pędzimy za tyloma nieistotnymi sprawami, zamartwiamy tym, na co nie mamy wpływu i zajmujemy tyloma rzeczami na raz, że nie starcza nam czasu na to, aby po prostu żyć, ciesząc się jego pełnią już tutaj. 

Dni takie jak Pierwszy i Drugi Listopada, uświadamiają nam, że wcześniej czy później, bez względu na to jak podróżujemy, dotrzemy do przystanku końcowego, na którym trzeba będzie wysiąść. Dalej już nie pojedziemy, nawet jeśli byśmy chcieli. I nie uda nam się nikogo przekupić, oferując w zamian te wszystkie dobra materialne, jakie gromadzimy. Silnik zgaśnie, pociąg się zatrzyma, a my będziemy musieli wysiąść w miejscu zupełnie dla nas nowym. Czy będzie to przystanek: Niebo? Nie wiem. Nikt z nas tego nie wie. Jedyne co wiem, to to, że przejazdówkę tam dostaję na początku podróży, w którą wyruszam z dniem mojego narodzenia z wody i Ducha Świętego. Co z nią zrobię, zależy już tylko ode mnie. To ja dokonuję wyboru, czy ją wymienię na inny bilet donikąd, czy zawieruszę po drodze, czy upchnę pod stos nieużywanych prawd, które się przestarzały, bo przecież świat idzie naprzód, i wszystko się zmienia; czy też włożę ją w takim miejscu, że codziennie będzie przy mnie przypominając mi, że wszystko, każda najdrobniejsza rzecz ma sens, każde zdarzenie dokądś prowadzi i żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi. 

Przystanek: Niebo. Myślę o nim, odwiedzając groby moich bliskich. Wiem, że ci co odeszli, wciąż z nami są. Nie w tych ciemnych grobach, które są tylko symbolem dla nas, jeszcze pielgrzymujących, i prośbą o to, abyśmy pamiętali; ale w codziennym życiu, w którym patrząc już z innej perspektywy, opiekują się nami, czuwają i podpowiadają rozwiązania, gdy stoimy na rozdrożu. Oni już wiedzą, dokąd dojechali i dają nam szansę usłyszeć to w chwili zadumy, refleksji i prawdziwego zatrzymania, które dokonuje się gdzieś wewnątrz człowieka. 

Moja Babcia bardzo bała się momentu przejścia z życia do Życia. Przeżyła 89 lat, w czasie których straciła wszystkich tych, którzy byli jej codziennością. Pochowała dwóch synów i męża, dostając w zamian tylko mnie, a potem moje dzieci, przy których odtajała i nauczyła się czułej miłości. Najbardziej ze wszystkiego bała się ciemności i grobu, w którym zostanie zupełnie sama. Pamiętałam o tym, gdy odchodziła. Byłam przy niej, otaczając ją modlitwą, której potrzebowała. Przyszła do mnie dwa dni po pogrzebie. Zobaczyłam ją we śnie tak wyraźnie, jakby stała tuż obok i tak realną, że wiedziałam, że to nie jest tylko sen. Była radosna i uśmiechnięta. Bez bólu, który towarzyszył jej przez ostatni rok, bez wypisanego na twarzy cierpienia i bez tego poddania się, którego byłam świadkiem. Jaśniała, szczęśliwa i wolna. Nieograniczona złamanym biodrem i taka, jaką pamiętałam ją z dzieciństwa, tylko dużo bardziej szczęśliwsza. Pamiętam, że w tym śnie byłam na cmentarzu i stałam przy jej grobie, układając kwiaty i zapalając znicz. Dotknęła mojego policzka, zupełnie jakby chciała obetrzeć łzy, które jeszcze nie obeschły, i powiedziała do mnie: „Mnie tutaj nie ma.” A potem uśmiechnęła się i odeszła, lekka, bez bagażu, który dźwigała na sobie przez całe życie. Przyszła do mnie, aby mi powiedzieć, że już się nie boi i żebym się o nią nie martwiła, bo ona trafiła na właściwy przystanek. I pomimo tego, że swoją przejazdówkę gdzieś w życiowym biegu zagubiła, dostała ten ostatni rok po to, aby dojechać na właściwą stację. Żadne cierpienie nie idzie na marne i choć człowieka nie uszlachetnia, daje mu coś bezcennego – bilet wstępu i możliwość opuszczenia środka lokomocji, którym podróżujemy, właśnie na przystanku: Niebo. 

Szepczą nam o tym ci, którzy odeszli przed nami. Ich głosy, zaplątane z wiatrem w gałęzie drzew na cmentarzach, odpowiadają na pytanie „Dlaczego?”, które zadajemy. A gdy wciąż nie słyszymy, ogłuszeni zgiełkiem dookoła nas, zdmuchują przekornie płomień świecy, którą dla nich zapalamy. Są przy nas, przyglądając się z wyrozumiałością błędom, które wciąż popełniamy, i dotykając nas z czułością w chwili, w której nagle ogarnia nas wewnętrzny spokój. Tyle chcieliby nam powiedzieć i tyle przekazać, ale dobrze wiedzą, że tak jak oni przed nami, tak i my musimy po swojemu. Bo każdy odpowiada za swoje życie, dokonując wyborów według własnego sumienia. I nawet gdyby udało im się wysłać do nas list, którego byśmy nie przeoczyli, nie uwierzylibyśmy, zmagając się po swojemu z życiem, które jest podróżą. Oni już dotarli do celu i niczego nie mogą zmienić. My możemy natomiast zawrócić kurs, nawet gdy odpłynęliśmy czy odeszliśmy zbyt daleko. 

Tego dnia, kiedy Wszyscy Święci uśmiechają się do nas zza zasłony Nieba, zapalając światełko przypomnijmy sobie słowa modlitwy za tych, którzy odeszli przed nami, bo tak naprawdę to ona jest bezcenna, a nie te wszystkie kwiaty, wieńce, wiązanki i znicze, którymi dekorujemy groby zmarłych. Ich tam nie ma. Ale przystanek: Niebo jest dla każdego z nas. Ja chciałabym tam dojechać i wierzę, że moi bliscy, którzy już tam dotarli, kiedyś mnie poprowadzą, wskazując właściwy kierunek.

Monika A. Oleksa 

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83