Parafianie piszą…

ŚW. RODZINASiła rodziny

 

 

Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce: Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie.” (Syr 3,3-6.12-14)

 

Rodzina. Jedna z najtrwalszych wartości od powstania świata, a jednocześnie najbardziej krucha i zagrożona w XXI wieku. Jedność złożona z kilku osób, które wzajemnie mają w sobie oparcie, i potrafią uszanować własną odrębność i zaakceptować siebie wzajemnie. Rodzina, w której każdy pełni swoją rolę do jakiej został powołany, i gdzie nie odrzuca się nikogo, choćby zbłądził czy popełniał błędy. Jej siła tkwi w tworzących ją ludziach – rodzicach, dzieciach i dziadkach; i w miłości, która łączy te pojedyncze, odrębne światy, ucząc tolerancji, wybaczania, empatii i odpowiedzialności za siebie nawzajem. 

Potrzebujemy rodziny, bo właśnie w niej tak naprawdę uczymy się być sobą. Poprzez różne, często bolesne doświadczenia, kształtujemy swój charakter i zaczynamy być świadomi własnych potrzeb. W dorosłym już życiu poszukujemy swojego miejsca przy kimś, przenosząc wzorce zapamiętane z rodzinnego domu lub wybierając zupełnie inny model relacji, chcąc odciąć się od tego, co raniło. Często boimy się zatrzymać przy kimś na dłużej nie wierząc w siłę słowa „rodzina”, i budujemy na piasku, zderzając się z kolejnym rozczarowaniem związkiem, który miał być „na zawsze”, a okazał się „na chwilę”. To daje kolejny powód do tego, aby zwątpić czy we dwoje w ogóle się da; a po jakimś czasie przyzwyczajamy się do tego, co narzuca nam współczesny świat promujący niezależność, niewłaściwie pojętą tolerancję i łatwe podejście do życia z „ja” postawionym na piedestale. Rodzina złożona z „ty” i „ja” zespolonego w „my”, staje się niepotrzebna, staromodna i wymagająca zbyt dużo wysiłku. 

Opuszczając rodzinny dom nie wiedziałam, jaka ma być moja rodzina. Wiedziałam natomiast jaka ma nie być. I wiedziałam również, że to jaka będzie, zależy ode mnie, bo to ja będę ją tworzyć. Nie można oczekiwać ciepła tam, gdzie nie ogrzeje się domu, i nie można także stawiać samych wymagań, nie dając nic od siebie. Sztuki kompromisu uczyłam się długo i oboje z mężem przeszliśmy drogę wybrukowaną kamieniami, o które łatwo było się potknąć. Niejeden raz zdarzyło się nam upaść, niejeden raz z braku zrozumienia siebie nawzajem zdarzyło nam się zranić ostrymi jak kamienie słowami. W naszej drodze ważne jednak było to, że szliśmy w tym samym kierunku i nawet gdy jedno z nas spowalniało kroku, drugie czekało cierpliwie z wyciągniętą ręką, chroniącą od zabłądzenia. Dojrzewając do miłości zrozumieliśmy, że tylko skała, na której zbudowaliśmy naszą rodzinę, a którą w naszym życiu jest Pan Bóg i Jego przykazania, da nam prawdziwą siłę i pomoże sprawić, aby każdy wspólny dzień był prezentem jaki otrzymujemy, budząc się obok siebie. Te wszystkie proste, a jednak tak często niedostrzegane rzeczy, staramy się przekazać naszym synom, ucząc ich szacunku do każdego, miłości i troski o starszego człowieka, dla którego najprostsze czynności dnia codziennego są już wyzwaniem ponad siły naznaczonego wiekiem, niedołężnego ciała. 

Jesteśmy świadomi tego, że nie uchronimy naszych dzieci przed wszelkim złem tego świata, ale rozmawiamy z nimi o tym, dając im wolność podejmowania decyzji, ale jednocześnie będąc na tyle blisko, aby czuli się bezpiecznie dzięki naszej obecności, wsparciu i miłości, jaką każdego dnia ich i siebie nawzajem obdarowujemy. 

Siła rodziny tkwi w tym, że zarówno jako małżonkowie, jak i rodzice jesteśmy darem dla siebie wzajemnie – dając, ale wymagając; szanując, ale upominając; akceptując, ale równocześnie mówiąc o własnych potrzebach i pragnieniach, a przede wszystkim kochając, poprzez dawanie świadectwa życia i obecność w życiu mojego męża, żony i dzieci. Obecności zarówno fizycznej, jak i tej emocjonalnej, będącej bliskością, jakiej nie znajdziemy nigdzie indziej poza rodziną. 

Monika A. Oleksa 

„Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi! Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha.” (Kol 3,18-21)

 

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83