Parafianie piszą…

fot. Marcin Piotr OleksaDary losu

Listopad, otulony szalem z mlecznej mgły, obejmuje świat swoimi ramionami, pozostawiając na kurtkach i płaszczach łzy wzruszenia. Docenia tych, którzy go zauważają i przyjmują, bez narzekania i odwracania się do niego plecami. I pomimo tego, że nie ma do zaoferowania aż takiej gamy kolorów jak październik, i że słońce coraz rzadziej wygląda zza ostatnich liści, które jeszcze pozostały na nagich konarach drzew; listopad stara się bardzo, aby na ludzkich twarzach nie było tego melancholijnego zamyślenia ani przygnębienia, które często oplata serce człowieka. 

Każdy miesiąc, bez względu na to, do jakiej pory roku należy, przynosi nam swoje dary, czekając, aż je dostrzeżemy. Zamyka je w szczegółach, którymi wykańcza każdy dzień z nadzieją, że człowiek je odnajdzie i doceni. Warto ich szukać i zrozumieć, że monotonia powszednich dni jest tak naprawdę w nas. Jeśli przebiegniemy przez listopadowe dni bez zatrzymywania się po drodze, albo zbyt senni, nie otworzymy szerzej oczu, nie zauważymy drobnych rzeczy, chwil i zdarzeń, którymi jeden dzień różni się od drugiego, czyniąc go niepodobnym do pozostałych. 

Życie obdarowuje nas swoją różnorodnością, a zwyczajne dni uczą, jak z niej czerpać i jak doceniać to, co nie błyszczy, albo to, czego niekoniecznie oczekiwaliśmy. Wszystko jest po coś. Nic, czego doświadczamy, nie dzieje się na darmo. Codzienne troski również nas czegoś uczą, i coś chcą nam uświadomić. One też są darami, którymi los nas zasypuje, bo przecież nawet w życiu, nie mamy wpływu na prezenty, które otrzymujemy od innych. Niektóre cieszą, inne irytują, a jeszcze więcej z nich rozczarowuje. Zamiast narzekać, że znowu nietrafiony, warto docenić to, że ktoś chciał nas czymś obdarować. Pomyślał o mnie, bo z jakiegoś powodu jestem kimś na tyle ważnym w jego życiu, że chciał mi coś podarować. To powinnam dostrzec najpierw, a nie dopowiadać sobie całą historię, która i tak nie będzie prawdziwa, bo tylko ludzkie serce zna motywy, jakimi kieruje się człowiek. 

Dzisiejszy dzień też jest podarunkiem. Być może opakowanym w zwyczajny szary papier, niezachęcający do tego, aby zajrzeć do środka, ale prezentem, który otrzymujemy. Obok zdarzeń, które życie i tak przyniesie, dostajemy białą niezapisaną kartkę. To my ją zapełniamy. Godzina po godzinie rozpisujemy nasze nastroje, gotowość przyjęcia drobnych albo trudnych spraw, lub jej brak; nieplanowane spotkanie z kimś, kto przejdzie tuż obok – zauważony lub nie – to wszystko zależy od nas samych. Od tego, jak spojrzymy na własne życie i czym zapełnimy serce, które przyjmie wszystko, bo takie już jest. Z szacunku do niego i do siebie samych, nie warto zaśmiecać go wyrzutami, żalem, przygnębieniem czy zgorzknieniem, które wyzwala wieczne narzekanie. Jedyne co warto, to zapełnić go światłem, które rodzi ciepło, i wdzięcznością za wszystko, co dostajemy. Dobro rodzi dobro, światło rozpala wokół siebie jeszcze więcej światła, a ciepłem można ogrzać wiele zziębniętych serc i domów, w których pustka wypływa właśnie z braku bliskości. A ta emocjonalna rani dotkliwiej niż fizyczna nieobecność… 

Listopadowy wieczór wycisza i łagodzi ostre kontury odchodzącego dnia. Noc przykryje wszystkie niedoskonałości ludzkich zmagań i niedokończone sprawy swoją kapą, utkaną ze snów, gwiazd i księżycowego pyłu. Czasami zaplącze się w niej lęk, albo wilgoć łez, ukrytych przed światem i ludźmi; czasem też wplącze się niepokój i oczekiwanie, jednak dobra czuła noc i z tym sobie poradzi. Wsparta nadzieją, przytuli człowieka szepcząc, że jutro będzie nowy dzień, z nową niezapisaną kartką, i że życie jest pięknym darem, który warto docenić i przyjąć z wdzięcznością za każdy upominek od losu, który pojawi się przed nami. 

Monika A. Oleksa 

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83