Parafianie piszą…

 

fot. Marcin Piotr OleksaLetni pejzaż słowem malowany 

 

Na płótnie Najwybitniejszego Mistrza rozsiadły się kolory. Rozrzucone pociągnięciami pędzla, powybierały sobie swoje własne miejsca, zabarwiając je pastelowo i akwarelowo. Najwięcej miejsca na płótnie Mistrz poświęcił niebu. Jeden kolor niebieski nie wystarczył, aby oddać całą złożoność niebieskiego sklepienia. Na błękitnym tle zatańczyły więc zmierzwione białe baranki, łagodne jak jagniątka i przybierające najróżniejsze kształty. Cukrowa, napuszona wata przepływa obok trzygłowego smoka, uciekającego przed majestatycznie poruszającym się łabędziem. Mleczna droga rozściela się wijącą ścieżką, zatrzymując wzrok podziwiającego pejzaż na dłużej. Sielsko, anielsko, ale to złudzenie, bo łagodne baranki w ciągu kilku zaledwie chwil potrafią zmienić się we wzbudzające grozę kłębowiska, złowieszczo przetaczające się po niebieskim tle, które ciemnieje atramentowo. 

Temu co pod niebem Mistrz poświęcił nie mniej starannej uwagi. Intensywną  zieleń poubieranych strojnie drzew przeplótł drobnymi kolorowymi kropeczkami kwiatów, wmieszanych w złote łany zbóż i wysokie trawy na dzikiej łące, której widok zachwyca i przyciąga. Gdzieniegdzie rozwinął ciemnozieloną wstążeczkę rzeki, w promieniach słońca odbijającą roziskrzone blaskiem diamenciki światła, uczące człowieka, że życie to coś więcej niż gromadzone dobra materialne, a bogactwo wcale nie oznacza zamożności, tylko wychodzi z głębi ludzkiego serca – mniej lub bardziej wrażliwego na to, co go otacza. 

Letni pejzaż utrwalony na płótnie życia, podarowany jest każdemu bez wyjątku, bez konieczności zapłaty za niego. Zamknięte obrazem szczegóły chcą ukazać to, co często omijane w pośpiechu, a doskonałość detali zwraca uwagę na doskonałość Mistrza, który to wszystko stworzył i podarował człowiekowi za darmo. Z miłości. 

Letni czas to nie tylko beztroska i odpoczynek od tego, co wyznacza codzienny rytm. Dobrze jest znaleźć w nim coś więcej, i przystanąć przy tym, co lekceważone. Czasami warto przystanąć przy samym sobie, i na tle malowniczego pejzażu wsłuchać się w to, co zagłuszane; dotknąć tego, co trudne; pochylić się nad tym, co bolesne i zasupłane, i spojrzeć z innej perspektywy, gubiąc „ja” i poddając się rytmowi, którym oddycha Natura. 

Letni pejzaż nastraja refleksyjnie i skłania do poszukiwań. Dróg, ścieżek, przesmyków do innych i do samego siebie. Zachodzące malowniczo słońce, skrywające się za taflą morza, jeziora czy rzeki, a nawet wieżowców opromienionych czerwienią, podarowuje chwilę milczenia, zapraszając do zamyślenia i odkrywania tego, co jeszcze mocno w nas pozamykane. W letniej scenerii gubimy powierzchowność i zdarza się, że zdejmujemy maski, mniej lub bardziej świadomie przyklejane w codzienności. Zostawiamy w domu etykietki, chowając je do szuflady i próbujemy pożyć inaczej , intensywniej, może głębiej? Tworzymy wokół siebie przestrzeń, do której nie chcemy przenosić tego, co nieustannie nam towarzyszy. Najtrudniej nam jednak zrozumieć to, że tak naprawdę wszystko nosimy w sobie. Nasze lęki i uprzedzenia, zgorzknienie i narzekanie, niezadowolenie i rozczarowanie, oczekiwania zbyt wysokie do zaspokojenia jeśli tak niewiele dajemy z siebie, a tak wiele oczekujemy od innych. To wszystko przywozimy ze sobą i dlatego gdziekolwiek pojedziemy, tak trudno nam po prostu odpocząć i z nowym spojrzeniem wrócić do rzeczywistości. Do tego potrzeba przepracowania tych wszystkich złogów, które w nas narosły, i oczyszczenia z tego, co zniewala. Z uprzedzeń i ocen, często zbyt pochopnych i niesprawiedliwych; z emocji podejmowanych impulsywnie, pod wpływem chwili; z zawiści i zazdrości, bo komuś bardziej się udało niż mnie; i z przekonania, że musi być tak, jak jest, bo i tak nie uda mi się niczego w życiu zmienić, więc lepiej już płynąć z prądem, nawet w niewłaściwym kierunku, niż spróbować inaczej, trudniej, ale z nadzieją, że jednak coś zmienię, bo tego chcę. 

Letni pejzaż zatrzymuje każdego, również i tych, którzy nie są wrażliwi na piękno i sztukę. Bo jak można się oprzeć ogrodom w pełni rozkwitu, czy morzu, którego kolor zmienia się w zależności od wzburzenia wód? Jak można przejść obojętnie obok bocianiego gniazda z małymi białymi łebkami, wyczekującymi rodziców, czy też jak zignorować połacie pól utkanych z różnobarwnych kawałków, jak patchwork?  

Jesteśmy częścią tych obrazów, utrwalonych na płótnie Wybitnego Mistrza, Największego z największych. Wpisujemy się w letni pejzaż wszędzie tam, gdzie się znajdziemy. Podobnie jak On, Wielki Mistrz, mamy w sobie moc twórczą i wszędzie, gdziekolwiek dotrzemy, zostawiamy po sobie ślad. Czy będzie on jedynie bohomazem czy częścią arcydzieła, zależy już indywidualnie od nas i od tego, z jakim nastawieniem zabieramy się do tego tworzenia – czy z pogodnym, jasnym wnętrzem, przyciągającym jasnością; czy z marsem na czole i w sercu, wojowniczo walczącym z wszystkimi dookoła?

Jaki pejzaż nakreślisz tego lata, korzystając z narzędzi, jakie zostały ci dane? Pamiętaj, że pastelowych barw nie będziesz w stanie użyć właściwie, jeśli nie odnajdziesz ich w sobie, a rzeczywistość, jaka cię otacza, zawsze będzie taka, jak to, co nosisz w sobie, i z jakim nastawieniem przyjmujesz każdy najdrobniejszy szczegół dnia i tych, którzy na tej drodze życia cię mijają. 

Życzę Ci najpiękniejszych letnich pejzaży, kreślonych Życiem. 

Monika A. Oleksa 

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83