Parafianie piszą…

fot.Marcin OleksaŻyczliwość – czy to naprawdę boli?

teksty Moniki Oleksa
ze wspólnoty Domowego Kościoła

„Nie ma lustra, które by lepiej odbijało człowieka niż jego słowa.” Juan Luis Vives

Jesienny poranek nie nastraja optymizmem, szczególnie jeśli za oknem leją się z nieba strugi deszczu, a wskazówki na tarczy zegara pędzą bezlitośnie w przód, kurcząc i tak deficytowy czas. W takich chwilach jesteśmy spięci, zdenerwowani i wybuchamy złością często bez powodu. Uśmiech, przesłany sąsiadowi na klatce schodowej, jest ostatnią rzeczą, którą mamy ochotę zrobić. Autobusy, do których wsiadamy wypełnione są zmęczonymi, smutnymi twarzami, na których życie wypisało swoje troski, a skrzyżowania zakorkowane samochodami, zza szyb których wyziera wściekłość, bo tamten stał za mną, a wepchał się bezczelnie, a mnie nie udało się przemknąć na pomarańczowym, bo baba przede mną grzecznie zatrzymała się na światłach. Jesteśmy ponurzy, jak ten słotny dzień, mrukliwi i często nieuprzejmi. Ale dlaczego? Przecież uśmiech nie boli, a miłe słowo nie rani. Dlaczego boimy się obdarować drugiego człowieka choć odrobiną życzliwości?

„Nawet bardzo mały gest życzliwości nigdy się nie marnuje.” Ezop

Kilka słów wymienionych ze sklepową przy codziennych zakupach może sprawić, że obie poczujemy się lepiej. Ja zobaczę w niej kobietę, z takimi samymi problemami jak moje własne, a ona być może uświadomi sobie, że naprawdę tą kobietą jest, a uśmiech tylko zdobi, czasami piękniej niż dopracowany makijaż lub biżuteria. Dlaczego więc tak rzadko się uśmiechamy do siebie nawzajem? I dlaczego tak trudno, zwłaszcza nam, kobietom, powiedzieć tej drugiej, że ładnie wygląda i że podoba nam się jej bransoletka lub sweter, który z wahaniem wyciągnęła z szafy?

Życzliwi ludzie są ciepli, a mnie ciągnie do ich ciepła jak ćmę do światła.

Na moim osiedlu, jakoś tak samoistnie, wytworzył się zwyczaj, że psiarze pozdrawiają się wzajemnie, bez względu na to, czy widzą się po raz pierwszy, czy już się wcześniej spotkali. Krótkie „dzień dobry”, wymieniony uśmiech i chwila postoju przy psich powitaniach, potrafią naprawdę rozświetlić szary i zapędzony dzień. Zazwyczaj wtedy padają pytania o ulubieńca, dzielenie się doświadczeniem z posiadania czworonoga, dobre rady lub zwyczajna rozmowa. Życzliwość. Nasze psy na siebie nie warczą, więc dlaczego my mielibyśmy to robić? A jednak pani w okienku lub urzędzie na mnie warczy. Ale dlaczego? Tylko dlatego, że jestem już kolejnym z rzędu klientem, który do tego czegoś od niej chce i zadaje pytania? A przecież powinna mieć święty spokój i czas na spokojne wypicie kawy. Ale pracuje z ludźmi, tak? I sama też nie lubi, jak ktoś z klientów jest nieuprzejmy. Więc dlaczego, tak na wszelki wypadek, przywdziewa barwy wojenne i każdy dzień traktuje jak walkę o przetrwanie? Życzliwość. Uprzejmość. Mamy dziś na nią deficyt. A przecież często jedno dobre słowo szepnięte we właściwym czasie potrafi zdziałać cuda. I daje więcej niż pigułka szczęścia czy leki antydepresyjne. „Po cóż żyjemy, jeśli nie po to, by czynić dla siebie nawzajem życie łatwiejszym.” To słowa George Eliot. Mądre i warte zastanowienia. A przecież „Prawdziwa grzeczność polega na wyrażaniu życzliwości”. I „Im większy człowiek, tym większa uprzejmość.”

Bądźmy więc wielcy. Tak niewiele potrzeba…

Monika A. Oleksa

 

 

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83