Parafianie piszą…

fot. Marcin OleksaSamotność

teksty Moniki Oleksa
ze wspólnoty Domowego Kościoła

 

Samotność przysiadła zmęczona na ławce, obok skulonej kobiety. Noc była chłodna, a kobieta, pomimo tego, że miała na sobie sweter, najwyraźniej zmarzła, bo objęła się ramionami zupełnie jakby chciała samą siebie przytulić. Na jej zaróżowionych od zimna policzkach pozostały wilgotne ślady łez. W oczach kobiety Samotność dostrzegła pustkę. I strach. Znała to. Zbyt często spotykała takie kobiety, które patrzyły na nią niewidzącymi oczami i szeptały czyjeś imię z tęsknotą i żalem, że jest tylko Samotnością. Ta kobieta też nosiła czyjeś imię wypisane w sercu. To serce. Zwykły mięsień, pompujący krew, a jednak niezwykły poprzez ogrom uczuć, jakie potrafi w sobie pomieścić. Jedyny taki organ człowieka, który najłatwiej zranić, a najtrudniej uleczyć. Jedyny, który potrafi objąć sobą setki ludzkich istnień. Nawet szeroko rozłożone ramiona tego nie potrafią.

Samotność zazdrościła sercu tego, że potrafi kochać. Ona umiała jedynie tęsknić. W sercu było życie; w niej była tylko pustka. Z sercem człowiek potrafił się kłócić i wyrzucać mu, że jest głupie i ciągnie tam, gdzie nie powinno. Z Samotnością nikt nie chciał nawet rozmawiać. Żaden człowiek nie czuł się dobrze w jej obecności.

Nie rozumiała tego. Przychodziła, aby wypełnić sobą pustkę. Ludzie nie potrafili żyć sami dla siebie, ale życie z innymi nie zawsze im wychodziło. Samotność zawsze miała czyjeś imię; szeptane cicho w pustej przestrzeni czterech ścian; wypłakiwane w poduszkę, ciężką od myśli krążących po głowie; wykrzyczane w bezsilności, aby zwrócić na siebie uwagę. Tylko człowiek skazywał na samotność drugiego człowieka i tylko człowiek mógł tę pustkę zapełnić. Ludzie obrażali się na Boga i odwracali do siebie plecami. W jednym domu żyli tak, jakby się zupełnie nie znali. Od ścian wspólnego mieszkania odbijała się cisza i obojętność. Człowiek krzywdził człowieka, bo nie potrafił go zrozumieć. Wysłuchać. Zatrzymać się przy nim. Wybaczyć.

Tę kobietę, przy której przysiadła Samotność, też ktoś skrzywdził. Samotność widziała ludzkie rozdarte serca. Serce tej kobiety płakało i było tak wrażliwe na dotyk, że przyjęłoby teraz przypadkową czułość, gdyby ktoś chciał ją w tym momencie ofiarować. Samotność nie mogła się powstrzymać; wyciągnęła ręce i przytuliła zmarzniętą kobietę. Otuliła ją sobą, dając ukojenie. Na chwilę. Na krótki moment. Na czas zapomnienia. Na teraz. Bo „potem” już nie od niej zależało, tylko od siły, jaką ta kobieta nosiła w sobie…

Fragment pochodzi z mojej najnowszej, jeszcze nie wydanej książki, nad którą obecnie intensywnie pracuję i która zmierza ku zakończeniu…

Monika A. Oleksa

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83