Św. Antoni – kazania

NA ZMARTWYCHWSTANIE PAŃSKIE – III. Kazanie moralne

III. Kazanie moralne

Zakwitnie drzewo migdałowe, itd. (Koh 12, 5). Tutaj zaznaczono trzy rzeczy, mianowicie godziwość postępowania, słodycz kontemplacji i wygaszenie pożądliwości. Każde z nich przejrzyjmy pokrótce.
Godziwość postępowania, według tego: Zakwitnie drzewo migdałowe, stąd to u Daniela: Ja, Nabuchodonozor, byłem spokojny w domu moim i kwitnący w pałacu moim (Dn 4, 1). Cóż rozumiemy przez dom, jak nie sumienie? A cóż przez paląc, jak nie spokój sumienia i otuchę spokoju? Albowiem i paląc jest domem, ale nie każdy dom może się zwać pałacem. Pałacem jest dom mocny, wyniosły i królewski: jeśli przez dom mamy rozumieć sumienie, to słusznie przez paląc rozumie się spokój sumienia. Przeto siedzi spokojnie w swoim domu ten, kogo sumienie nie gryzie.

Spokój sumienia sprawia należyte zadośćuczynienie za przeszłe złe uczynki i przezorne, a przewidujące unikanie zła zagrażającego. Zatem ten pozostaje spokojny w domu, komu sumienie nie wyrzuca ani win przeszłych, ani bieżących. Ten pozostawał spokojny w domu i kwitnął w swoim pałacu, kto prawdziwie mówił: Nie winuje mię serce moje w całym życiu moim (Job 27, 6). Ten pozostawał spokojny w domu swoim, kto mógł prawdziwie powiedzieć: Do niczego się nie poczuwam (l Kor 4, 4). Zapewne pozostawał on spokojnie w domu i kwitnął w pałacu swoim w tym czasie, kiedy mówił: Chlubą naszą jest świadectwo naszego sumienia (2 Kor l, 12).

Ponieważ w kwiecie tkwi nadzieja owocu, słusznie przeto kwiat przedstawia niezawodne oczekiwanie przyszłych dóbr; ponieważ kwiat jest zaczątkiem przyszłych owoców, niemniej słusznie przez kwiat rozumie się odnowienie zasług. Zatem kwiat przedstawia albo niezawodne oczekiwanie nagród, albo nowy postęp w zasługach.
Przeto ten prawdziwie kwitnie w swoim pałacu, kto w oparciu o świadectwo swojego dobrego sumienia ze spokojem oczekuje wieńca chwały; a tymczasem kosztuje jej słodyczy w skoku albo w locie kontemplacji.

Dlatego następuje: słodycz kontemplacji, według tego: I utyje szarańcza (Koh 12, 5), która, gdy przygrzeje słońce, zwykła skakać w powietrze, latać z pewną, że tak powiem, wesołością. Podobnie bez wątpienia dusza święta zda się przekraczać granice wrodzonej bierności, kiedy przy pewnego rodzaju wewnętrznym aplauzie swej nadmiernej radości ulega wydobyciu z siebie, kiedy w uniesieniu ducha zmuszona jest wyjść ponad samą siebie, kiedy cała zawisa w rzeczach niebieskich, kiedy cała zanurza się w Anielskich widzeniach.

Tutaj dzieje się to, co powiedział Prorok: Góry skakały jak barany, a pagórki jak jagnięta (Ps 113, 4). Któż nie widzi, że skakanie gór i pagórków na podobieństwo baranów lub hasających jagniąt, że podskakiwanie tychże do góry i odbijanie się ziemi od ziemi oraz utrzymywanie się jej w powietrzu jest czymś przechodzącym naturę lub raczej czymś przeciw naturze? Czyż, kiedy ten, któremu głos Pański wytknął: Ziemią jesteś i w ziemię się obrócisz (Rdz 3, 19), zostaje porwany nad ludzi, nie wznosi się jakoby ziemia nad ziemią?

Kiedy więc w zawieszeniu ducha dusza tak się wznosi, tyje na słodyczy kontemplacji, dlatego w Pieśni nad Pieśniami: Któraż to jest, która wstępuje z puszczy, opływająca rozkoszami, oparta o miłego swego? (Pnp 8, 5). Wtenczas dusza z puszczy wstępuje do kontemplacji, kiedy opuszcza wszystko, co niskie, i przechodząc aż do nieba, cała pobożnością swoją zanurza się w rzeczach boskich; ona wtenczas naprawdę opływa w rozkosze, kiedy cieszy się pełnią duchowej radości i tyje z nadmiaru wewnętrznej słodyczy, danej sobie z nieba i wlanej przeobficie.

Ona opiera się o miłego swego, gdyż niczego nie podejmuje się swoimi siłami, ani niczego nie przypisuje swoim zasługom, lecz wszystko przyznaje łasce Miłego swego: On bowiem jest tym, który nas uczynił, a nie my sami siebie (Ps 99, 3), stąd to Izajasz: Wszystkie sprawy nasze zdziałałeś dla nas (Iz 26, 12).

A co za pożytek ma wyniknąć z tego utycia szarańczy? Posłuchaj, co następuje:
Wygaszenie pożądliwości, według tego: Rozproszy się kapparys (Koh 12, 5), który odpowiada nerkom, a że pożądliwość w tych częściach ciała panuje, dlatego przez kapparys oznaczono pożądliwość, która wtenczas ulegnie rozproszeniu, gdy dusza utyje wyżej wspomnianą słodyczą. Dlatego rzecze Daniel: A ja sam zostawszy, widziałem to widzenie wielkie: a nie zostało we mnie siły, ale i wygląd mój zmienił się we mnie, i omdlałem, i nie miałem żadnej siły (Dn 10, 8). Oraz Hiob: Dusza moja obrała powieszenie, a kości moje śmierć. Zwątpiłem, już więcej żyć nie będę (Job 7, 15n).
Oto jak kapparys rozprasza się. Danielem – mężem pragnień jest kontemplatyk, który wtenczas pozostaje sam, kiedy pozostawia wszystkie sprawy zewnętrzne, i na sznurze miłości zawisa w słodkiej kontemplacji, i wtenczas, doznawszy oświecenia ducha widzi widzenie wielkie, którego nawet on sam nie może pojąć: Bo kontemplacja dokonuje się przez zwierciadło i niejasno, a jeszcze nie twarzą w twarz (l Kor 13,12).

Kiedy dusza tak jest oświecona, tak zawisa, siła ciała ustaje, wygląd twarzy blednieje, ciało omdlewa, i tak wątpi o przyjemności cielesnej i doczesnej, w której już więcej nie stara się żyć, jak to miała w zwyczaju; ponieważ to już nie on sam żyje, ale żyje w nim życie, Chrystus, który na wieki jest błogosławiony. Amen.

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11